[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Erlend zawrócił i powlókł się drogą w stronę gospody. Kościół wznosił się niczym mroczny cień na tle rozjaśnionego jeszcze wieczorną zorzą firmamentu, w oddali złociła się woda, w której odbijało się niebo z ostatnimi błyskami słonecznego światła. Widział zagrody również na tamtym brzegu rzeki, wielkie domostwa na tle brunatnych, smutnych pól. Erlend złapał się na tym, że tęskni do domu, do rodzinnych osad nad fiordem, gdzie trawa rośnie zielona i soczysta, a zimy nigdy nie bywają takie mrozne jak tutaj. Oni tam mają jezioro, zieloną wodę, która, choć zimą zamarza, zawsze jednak daje utrzymanie nawet najbiedniejszym komornikom. Nigdy nie przestanie go zadziwiać fakt, że Johanna mogła porzucić to wszystko, że odeszła dobrowolnie w cierpienie i ubóstwo, żeby tylko przestać na niego patrzeć. Musiała go naprawdę nienawidzić. Musiała płonąć nienawiścią do własnego męża, i była to nienawiść tak straszna, że Johanna z własnej woli stała się morderczynią, byleby tylko odzyskać wolność. Erlend zachichotał złośliwie. Teraz jej nienawiść znajdzie wreszcie ujście. Będzie ją zmuszał, by płonęła, iskrzyła się, jarzyła i krzyczała. A potem on będzie się przyglądał, jak niewierna się załamuje, jak pada na kolana i chyli głowę w pokorze, jakiej nigdy przedtem nie okazywała. Gniew bowiem nie da jej siły, przeciwnie, odda ją całkowicie w jego władzę. Mocno zamykał oczy i wyciągał się na sienniku, który stanowił jego posłanie w gospodzie. Teraz mógł znowu widzieć żonę tak, jak tego pragnął, wyobrażał ją sobie nagą, walczącą, ale on skuje jej ręce i nogi ciężkimi kajdanami. Czuł rozkoszne pulsowanie wzdłuż kręgosłupa. Trzymał się kurczowo tego wyobrażenia, upajał się nim. Powiezie ją do domu niczym wojenny łup, na podobieństwo dawnych królów, którzy brali w niewolę dziewice należące do pokonanych wrogów. Johanna jest jego własnością, zabierze ją z powrotem do domu w triumfie, a tam nauczy, jak powinna żyć na jego chwałę. I tym razem nie da się zwieść. Nie pozwoli jej tknąć nie tylko noża, ale nawet igły. Da jej pod dostatkiem strojów i kosztownych ozdób, nikt nie powie, że Erlend Storlendet nie potrafi dbać o swoją żonę. Ale nie zrobi ona ani jednego swobodnego kroku. Wciąż będzie pod kontrolą, ani jeden mężczyzna nie będzie mógł na nią spojrzeć w taki sposób, jak to tylko on może czynić. Kobieta musi zostać oczyszczona, oczyszczona tak, jak na to zasługują nierządnice i kobiety upadłe. Nawet gdyby musiał zedrzeć z niej skórę, to każda najmniejsza plama zostanie wypalona do żywego mięsa. Ta kobieta należy do niego. Zawsze należała. Czuł w piersi silny ból, mieszał się on z podnieceniem, jakie wywoływała wizja Johanny zakutej w kajdany, sprawiał, że Erlend miotał się w dzikim pożądaniu. O mało go nie rozsadził jakiś straszny niepokój, którego nie był w stanie opanować i który łagodziły jedynie szybkie ruchy. Nie mógł zasnąć na lepkim, wilgotnym, wypełnionym słomą worku, który ułożono dla niego pod tym obcym dachem. Z zewnątrz dochodziły jakieś odgłosy, znowu pojawił się w pobliżu flecista, ludzie śmiali się, żartowali z czegoś. Sobotnia noc. Trzeszczenie drabiny, kiedy ktoś wchodził na strych, gniewni bracia i ojcowie, broniący swoich skarbów twardymi pięściami, nie znający litości. Erlend z trudem łapał powietrze, ów mały pokoik za izbą karczmy nie był najwidoczniej przeznaczony dla ludzi trawionych gniewem. On jednak nie wstał z niewygodnego posłania, leżał udręczony i starał się opanować ból serca. Johanna musi zapłacić za każdą noc pełną rozpaczy jak ta dzisiaj, za każde szydercze słowo, jakie skierowano pod jego adresem, od kiedy go opuściła. Będzie musiała zapłacić, będzie płacić całym swoim życiem. Długo się obawiał, że nic nie wróci mu spokoju, długo sądził, że jedyne, czego pragnie, to zabić ją, wbić w nią nóż, żeby w ten sposób została ukarana za okropną zdradę. Ale nie tak Johanna powinna odpłacić za to, co zrobiła. Przecież wtedy, kiedy wyczytywano ich nazwiska z ambony, ona obiecała mu oddać całe swoje życie i właśnie tego życia zamierzał od niej zażądać, choć teraz odda mu je w zupełnie inny sposób. Miał wrażenie, że ściany zaciskają się wokół niego, blask letniej nocy wpadał
[ Pobierz całość w formacie PDF ] zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plkarro31.pev.pl
|