[ Pobierz całość w formacie PDF ]
temu. Och! odezwał się tępo Parkin. Oboje byliśmy zadowoleni, kiedy zerwaliśmy zaręczyny. Uważaliśmy chyba, że za dobrze się znamy. Proszę, niech pan się owinie tym szalem. Nie jest za ciepło. Nie zimno mi. odparł Parkin. Na pewno pan zmarznie. Niech pan to wezmie. Nie! - stanowczo odmówił Parkin. Jest mi zupełnie ciepło. Dajmy już temu spokój. Umilkli i dalej jechali w milczeniu aż do Moorgreen. Jak ona się dostanie z Uthwaite do domu? zapytał Parkin. Odbiorę ją z pociągu. Będzie w Uthwaite dopiero po czwartej. Czy pan wraca do Sheffield? Ja? Tak. Dam sobie w Uthwaite radę. Są stamtąd pociągi i autobusy. Znów długo milczeli. Popołudnie było pochmurne i Parkinowi zrobiło się chłodno. Proszę, niech pan to wezmie powiedział Duncan, zdejmując swój szal i podając go Parkinowi. Niech pan włoży mój, a ja wezmę ten drugi. Jedną ręką zręcznie owinął szyję szaroniebieskim szalem Konstancji, a Parkin wsunął końce szala Duncana głęboko pod marynarkę. Co między wami zaszło? Może mi pan coś na ten temat powiedzieć? zapytał Duncan. Powiem panu odparł Parkin. Wygląda na to, że i ona panu powie. Zaproponowała mi, żebyśmy zamieszkali razem... za jej pieniądze... a ja nie mogę się na to zgodzić. A co stoi na przeszkodzie? Po jakimś czasie będzie tego żałowała. To prawda, że lubi mnie na swój sposób. Ale zawsze z radością mnie opuszcza. Widziałem to za każdym razem. Jak dziś. Może próbował pan ją do czegoś zmuszać? Ona i jej siostra nie znoszą tego. Chyba nie. Nie przypuszczam, żeby to było powodem. Kiedy byliśmy naprawdę ze sobą blisko, zawsze się to powtarzało: Do widzenia. Muszę już iść." Zęby wrócić do sir Clifforda? Ta, do Wragby. Chyba musiała tam wracać. Musiała. Ale zawsze z góry wiedziałem, że to powie: Do widzenia. Muszę już iść". Takim tonem, jakby nie mogła doczekać się chwili, kiedy mi to powie. A panu sprawiało to przykrość? Myślę, że tak. Bo inaczej nie byłoby mi przykro teraz. Ducan przez chwilę się zastanawiał. Ale jeśli chce, żeby pan za nią pojechał i z nią zamieszkał, chyba jednak nie chce pana opuścić odezwał się w końcu. Powiedziałaby to. Od czasu do czasu by to mówiła. A potem odchodziłaby. Po prostu, żeby mi pokazać, że jest wolna, że może przychodzić i odchodzić, jak chce. I zawsze byłaby mylady, a ja jej podwładnym. Nie! Myli się pan. To nie ma nic wspólnego z jej wielkopaństwem. Była taka sama jako młoda dziewczyna, kiedy w ogóle nie wchodziły w grę tytuły, majątki i tak dalej. Jest taka z natury. Dlaczego nie miałaby taką pozostać? Niech sobie będzie. Ale nie ze mną. To tak, jakby się dostało w gębę, kiedy przed chwilą trzymało się kobietę blisko przy sobie, obejmowało ją i chciało się tak z nią leżeć na zawsze. Ale ona wstaje i Do widzenia. Muszę już iść." Czuje się, że nie mogła doczekać się chwili, kiedy to powie, już długo przedtem, zanim powiedziała. To tak, jakby dostało się kopniaka, kiedy człowiek nie może się od niej oderwać, tak mu dobrze. Duncan nie odrywał wzroku od szosy. __ To, co kobieta nazywa swoją wolnością, to jakiś diabelski wymysł rzekł w końcu. Gzy pan powiedział jej to, co mnie teraz? __ Nie, tego nie powiedziałem. Ale powiedziałem, że nie mogę zamieszkać w jej domu, brać od niej pieniędzy i zgodzić się, żeby mną rządziła. Dlatego sobie poszła. __ A czego się pan spodziewał? Dopuścić, żeby coś tak marnego, jak pieniądze, was rozdzieliło? Jak bym ją słyszał! Ale niech pan nie zapomina, że ona nigdy nie wypominałaby panu tych pieniędzy. Wiem! Wiem o tym! Ona nie byłaby skąpa z głębokim przekonaniem zawołał Parkin. Potem potrząsnął głową. Ale chciałaby rządzić mężczyzną. Nie potrafi inaczej. Chciałaby go mieć wyłącznie dla siebie, jeżeli by jej na nim bardzo zależało. To owszem... uwiązać go i mieć tylko dla siebie. Czy panu by to tak bardzo przeszkadzało? Sam nie wiem odparł Parkin. Ale nie mogę tak zacząć! Nie mogę iść do niej i żyć za jej pieniądze. Już niechby kawał żelaza spadł mi na głowę, wolę zginąć. Duncan spojrzał na niego z zainteresowaniem. Takie to dla pana ważne? zapytał. Nie przypuszczam, żeby te względy tak bardzo mnie zrażały. Pan jest inny i pana sytuacja jest inna. Nie jest pan robotnikiem. Pan jest dżentelmenem i należy pan do tej samej klasy, co ona. __ Ja? Syn biednego szkockiego pastora? Dobrze, że sir Clifford pana nie słyszy. On uważa, że stoję dużo, dużo niżej od niego na społecznej drabinie. Nie wiele mnie to wzrusza. Tak samo ją... ona ma inną mentalność. Ale dlaczego tak się pan broni przed tym, żeby zamieszkać z nią na jakiejś cichej, spokojnej farmie, gdzie moglibyście razem pracować? Gdybym miał własne pieniądze, mógłbym to zrobić. Chociaż nie jestem pewny... Biorąc wszystko razem do kupy jestem robotnikiem, i tego się trzymam. Wychowałem się wśród robotników, po co miałbym się teraz pchać wyżej, między innych? Nie lubię dżentelmenów, sądząc z tego, co o nich wiem. Czego miałbym szukać między nimi? Powiedział pan przed chwilą, że j a jestem dżentelmenem. Ta, ale pan jest taki jak ona... panu nie zależy, czy pan jest tu, czy gdzie indziej. Pan trochę jest od nas i trochę od nich. Ale ja wiem, kim jestem, wiem, że należę do robotników. Mam się tego wypierać i piąć się wyżej. Pan jest bardzo podobny do niej i do mnie... te rzeczy są panu w zasadzie obojętne rzekł Duncan. Nie jest pan zwykłym, prostym człowiekiem. Należy pan do odmieńców, którzy nie pasują do żadnej z klas. Jak ja, jak Konstancja i jej siostra Hilda. Clifford Chatterley to zdecydowanie dziecko swojej klasy. Stąd jego ograniczenie i dlatego czasem mam ochotę go kopnąć.... Ale pan nie jest przeciętnym typem robotnika, tak samo jak ja typowym dżentelmenem, a Konstancja typową lady. Wszyscy troje jesteśmy białymi nosorożcami, jeśli chodzi o różnice klasowe. Parkin zastanowił się nad tym. Wiem powiedział cicho jakby się zwierzał. Nie jestem taki, jak Bill ani jak moi kumple od Jephsona. Ale to dlatego, że nigdy nie byłem zadowolony. Moja matka zawsze twierdziła, że coś mnie gnębi... pewno dlatego taki jestem. Zawsze coś mnie gryzło. Myślę, że coś jest ze mną nie tak... i zawsze było. Czułem to, jak daleko sięgam pamięcią... jak gdyby coś było ze mną nie w porządku. Nigdy we wnętrzu nie czułem się zadowolony, jak moi kumple. Ale ludzie u Jephsona chyba mnie lubią i nie chcą, żebym odszedł. Ja też nie chcę ich zostawić... Widać już było krzywą wieżę kościoła w Uthwaite. Było wcześnie. Pociąg Konstancji jeszcze nie przyszedł. Jechali szybko, w milczeniu, aż do głównego skrzyżowania ulic w miasteczku. Czy zajdziemy na herbatę Pod Słońce"? Albo może wolałby pan, żebym pana odwiózł do Tevershall i wrócił po Konstancję? Nie pojadę dzisiaj do Tevershall. Wrócę stąd wprost do Sheffield. Gdybym tam pojechał, mogłaby mnie szukać.... a ja nie chcę jej już dziś widzieć.
[ Pobierz całość w formacie PDF ] zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plkarro31.pev.pl
|