|
|
|
|
|
|
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
moja polityka wobec surrealizmu. Trzeba tu dodać jeszcze jedno: nie byłem w stanie interesować się wszystkimi plotkami; nie wiedziałem, kto z kim jest aktualnie skłócony. Podobnie jak komik Harry Landon, przybywałem zawsze tam, dokąd nie powinienem był przychodzić. I tak powodem, dla którego państwo Beaumont byli poróżnieni z państwem Lopez, byłem ja sam oraz mój film Złoty wiek. Wszyscy wiedzieli, że się powaśnili: nie pozdrawiali się ani nie widywali z mojego powodu. Ale ja, Dali, chodziłem niezmordowanie do państwa Beaumont,.a potem udawałem się do Lopezów, nic nie wiedząc o tych kłótniach lub też jeśli było mi to wiadome nie zwracając na to najmniejszej uwagi. Podobnie rzecz się miała z Coco Chanel i Elzą Schiaparelli, które wypowiedziały sobie wojnę w dziedzinie mody. Jadałem obiady z pierwszą, pijałem herbatę z drugą, a wieczorem jadałem kolacje z pierwszą. Wszystko to wzniecało atmosferę zawiści. Należę do tych nielicznych osób, które obracały się w najbardziej paradoksalnych, najbardziej zamkniętych środowiskach, dołączając doń lub opuszczając je, jak tylko uznawały to za stosowne. Postępowałem tak z czystego snobizmu, owładnięty obsesyjnym pragnieniem, aby ustawicznie widywano mnie we wszystkich najbardziej niedostępnych środowiskach. Młody człowiek wpatrywał się we mnie wyłupiastymi oczyma: No, co jeszcze? spytałem go. Pańskie wąsy. Są inne niż w dniu, kiedy spotkałem pana po raz pierwszy. One ustawicznie się zmieniają i nie ma dnia, żeby były takie same. Teraz są nieco dekadenckie, ponieważ pomyliłem godzinę pańskiej wizyty. Jeszcze nie zdążyły rozpocząć pracy. Dopiero budzą się ze snu, z życia onirycznego. Po głębszym zastanowieniu słowa te wydały mi się nazbyt banalne jak na Dalego i nie wprawiły mnie, bynajmniej, w nastrój samozadowolenia, przez co musiałem uciec się do oryginalnego pomysłu. Zwracam się do niego: 44 Niech pan zaczeka! Po czym wybiegłem przyczepić do koniuszków wąsów dwa włókna roślinne. Owe włókna mają tę osobliwą właściwość, że bez przerwy zwijają się i odwijają. Wracając zaprezentowałem młodzieńcowi to zjawisko. Wynalazłem wąsy-radary. 12 maja Krytyka to rzecz szlachetna, godna wyłącznie geniuszy. Jedynym człowiekiem, który mógł napisać pamflet poświęcony krytyce, byłem ja sam, ponieważ jestem twórcą metody paranoiczno-krytycznej. Dokonałem tego. Ale znów, tak jak w wypadku tego Dziennika, tak jak w wypadku Sekretnego życia, nie powiedziałem wszystkiego, skwapliwie trzymając w rezerwie zgniłe, eksplodujące owoce granatu, a jeśli zada mi się, na przykład, pytanie, jak się nazywa najbardziej przeciętny osobnik, jaki kiedykolwiek istniał, odpowiem: Christian Zervos. Jeżeli usłyszę, że barwy Matisse a są komplementarne, odpowiem, że nic dziwnego, ponieważ ich jedynym zajęciem jest prawienie sobie komplementów. A poza tym powtórzę raz jeszcze, że może byłoby wskazane zainteresować się nieco malarstwem abstrakcyjnym. W miarę jak staje się ono abstrakcyjne, tak i jego wartość pieniężna stanie się wkrótce abstrakcyjna. Tragizm malarstwa. niefiguratywnego charakteryzuje pewna gradacja: istnieje jakże smutna sztuka abstrakcyjna; następnie to, co jest jeszcze smutniejsze to malarz abstrakcjonista; smutek przechodzi w tragedię, kiedy mamy do czynienia z miłośnikiem malarstwa abstrakcyjnego. Ale jest jeszcze coś gorszego i grozniejszego: być krytykiem i ekspertem malarstwa abstrakcyjnego. Czasem zdarza się rzecz nieprawdopodobna: cała krytyka zgodnie twierdzi, że coś jest bardzo dobre lub złe. Można wówczas mieć pewność, że wszystko to jest nieprawdą! Trzeba być ostatnim idiotą, aby twierdzić, że jeśli włosy siwieją, jest rzeczą całkowicie normalną, iż kolaż żółknie. Pamflet swój zatytułowałem: Rogacze starej sztuki współczesnej, ale nie wspomniałem tam, że najmniej wspaniałą kategorią rogaczy są rogacze-dadaiści. Podstarzali, siwiejący, ciągle jednak skrajnie antykonformistyczni, do szaleństwa uwielbiają otrzymywać złote medale na pierwszym lepszym biennale za dzieła sklecone ogromnym wysiłkiem woli, po to tylko aby nie spodobały się nikomu. Istnieją jednakowoż rogacze jeszcze mniej wspaniali, jeśli to w ogóle możliwe, aniżeli ci starcy: są to rogacze, którzy przyznali Calderowi nagrodę za rzezbę. Ten ostatni nie był nawet dadaistą, ale wszyscy mu wierzyli i nikomu nie przyszło do głowy, aby mu powiedzieć, że od rzezby można wymagać przynajmniej tego, żeby się nie ruszała! 13 maja Pewien dziennikarz przybywa specjalnie z Nowego Jorku, aby zadać mi pytanie, jakie jest moje zdanie na temat Giocondy Leonarda. Odpowiadam: Jestem zagorzałym wielbicielem Marcela Duchampa. Ten właśnie człowiek dokonał owych słynnych przeróbek na twarzy Giocondy. Dorysował jej maleńkie wąsy, już wtedy wyrażające styl Dalego. Pod fotografią dodał drobnymi literami, które można było ledwie odczytać: L.H.O.O.Q . Jest jej ciepło w dupę!67 Taka postawa Duchampa zawsze budziła mój podziw. W owym czasie wiązało się to z jeszcze ważniejszą kwestią: czy Luwr należy spalić, czy też nie. Wówczas byłem już zapalonym wielbicielem malarstwa ultrareakcyjnego, którego ucieleśnieniem był wielki Meissonier, zawsze uważany przeze mnie za malarza zdecydowanie przewyższającego zanne a. I oczywista, należałem do tych, którzy powiadali, że Luwru palić nie należy. Jest rzeczą oczywistą, iż jeśli nieoczekiwanie postanowi się go podpalić, trzeba będzie ratować Giocondę, a nawet w razie potrzeby przetransportować ją czym prędzej do Ameryki68 i to nie tylko z tej racji, że z psychologicznego punktu widzenia jest ona niezmiernie wrażliwa. Na świecie istnieje prawdziwy kult Giocondy. Wiele osób zaatakowało Giocondę, zwłaszcza kilka lat temu, rzucając w nią kamieniami, co stanowi przykład jawnej agresji wobec własnej matki. Jeśli całkowicie znana jest opinia Freuda na temat Leonarda da Vinci, jeżeli znane jest wszystko to, co geniusz tego ostatniego skrywał w jego podświadomości, można z łatwością dojść do wniosku, że malując Giocondę był on zakochany we własnej matce. Nieświadomie
[ Pobierz całość w formacie PDF ] zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plkarro31.pev.pl
|
|
|